Ta sobota była pierwszym od dawna pogodnym dniem w niemal wszystkich polskich pasmach. Prognozy nie pozostawiały wątpliwości. Zew był silniejszy niż zawsze, zwłaszcza że w górach nie byłam od niemal 3 tygodni. Postanowiłam, że po raz pierwszy spróbuję jazdy na nartach. Niestety, nie wyszło. Zapomniałam o tym, że trwają ferie i Szklarska Poręba przywitała mnie niesamowitymi korkami – zarówno na trasie, jak i przy wejściu na stok. Nieuleczalny optymizm nie pozwolił jednak na to, by spisać ten dzień na straty – weszłam na czarny szlak i udałam się ku Szrenicy, by cieszyć się piękną pogodą.

Szlak dobrze znany, opisywany przeze mnie nie raz i nie dwa, ale wciąż cieszy oczy i duszę. Zima naprawdę postarała się w tym roku. Chłonęłam każdą minutę. Zresztą – zobaczcie sami.  

Z biegiem lat coraz częściej mam ochotę na niespieszne spacery z licznymi przystankami w schroniskach, gorącą herbatą, grzanym winem, bez pośpiechu, za to z pełnią uważności. Biegam podczas zawodów, to w zupełności wystarczy. 

Trasa: