Pieniny Szczawnica co warto zobaczyć
Zaraz po Tatrach, Pieniny to miejsce, których wspomnienie wzrusza mnie niezmiennie. Po raz pierwszy odkryłam je w tak zwanym wysokim sezonie, a mimo to miejskie deptaki i najpopularniejsze szlaki w tych górach nie były pełne ludzi. To doskonała alternatywa dla tych, którzy chcą się wyciszyć i spędzić kilka dni z dala od turystów.
Sielskie życie w Szczawnicy

Pierwsza wizyta w Szczawnicy musiała obejmować dwie najpopularniejsze trasy, a więc Trzy Korony i Sokolicę. Przez wiele miesięcy wspominałam ten jednodniowy trekking jako jeden z najtrudniejszych w mojej „karierze” górołaza. Pewnie teraz uśmiechacie się pod nosem, ale zrobiłam coś, co w oczach każdego rozsądnego człowieka jest po prostu głupotą. Ja na szczęście nie klasyfikuję siebie w kategoriach normalności, toteż dla mnie było jednym z najpiękniejszych dni w życiu. Kolana, które determinują moją aktywność w bardzo znacznym stopniu, były wówczas w stanie wskazującym na niezły bigos. Wiedząc, że czeka mnie domowy areszt i trochę proszków, musiałam dać sobie kilka migawek, pozwalających przeżyć te kilka trudnych tygodni. I dobrze zrobiłam, bo zaraz po powrocie zostałam uziemiona, a na ziemię sprowadził mnie zakaz jakichkolwiek szaleństw. Podobno trwa on nadal, ale, jak widać, w tej materii czasem dobrze posłuchać siebie.
Krościenko – Trzy Korony – Sokolica
Po pierwszym spacerze, który okazał się niemałym wysiłkiem, powtórzyłam tę samą trasę po kilku miesiącach. Na dwóch nogach okazała się dużo łatwiejszą. 🙂 Z Krościenka najprościej udać się na ulicę św. Kingi i stamtąd iść żółtym szlakiem, a następnie wybrać niebieski, którym oznaczona jest droga na oba szczyty. Wchodząc na Trzy Korony, tak naprawdę stajemy na Okrąglicy, na której znajduje się platforma widokowa. Przy odrobinie szczęścia mamy wspaniały widok na przełom Dunajca, Tatry i Babią Górę, czyli to, co tygryski lubią najbardziej na jednym obrazku. Sokolica jest jednym z najbardziej znanych szczytów w Polsce, a to za sprawą drzewka. Każdy, nawet jeśli z górami ma niewiele wspólnego, kojarzy słynną, obfotografowaną ze wszystkich możliwych perspektyw, reliktową sosnę.

Latem polecam także spływ przełomem Dunajca. Wiem, że dla niektórych to straszna komercja i wstyd, ale jestem wyznawczynią heavy metalu, która z radością opowiada o wyjeździe na koncert Modern Talking, więc nic sobie z tego nie robię i polecam spróbować. Spływu, naturalnie. 🙂
Jezioro Czorsztyńskie 

W centrum Szczawnicy znajduje się biuro turystyczne, które organizuje niedrogie wycieczki do najpopularniejszych pienińskich atrakcji, co może być bardzo przydatne dla niezmotoryzowanych. Ja wybrałam zwiedzanie zamku w Niedzicy i Czorsztynie wraz z krótkim rejsem między nimi. Jezioro Czorsztyńskie jest sztucznym zbiornikiem, którego budowa w latach 90. budziła niemałe emocje. Przeciwnicy zwracali uwagę na zniszczenie środowiska naturalnego, zagrożenie dla znajdujących się w tym rejonie zabytków a także kwestię przesiedlenia mieszkańców ze wsi Maniowy i okolic. Na korzyść zwolenników budowy zbiornika retencyjnego przemawia fakt, że ocalił on okolicę podczas pamiętnej powodzi z 1997 roku, choć niektórzy twierdzą, że jego rola jest tu znacznie przeceniania. Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że ta inwestycja wzbogaciła ofertę turystyczną Pienin.

Jaworki – Wąwóz Homole – Wysoka
Nie można zapomnieć o regularnym zdobywaniu Korony Gór Polski! Podczas zimowej wycieczki zafundowałam sobie kolejny szczyt z listy. Podejście obfitowało w błoto i roztapiający się miejscami śnieg, ale co tam! Ubrania można wyprać, siniaki z tyłka zejdą, a wspomnienia zostają. Wąwóz Homole jest dla mnie jednym z najpiękniejszych miejsc w Polsce. Choć metalowe mostki niekoniecznie budują klimat wędrówki, widoki są wspaniałe. Płynący niespiesznie potok Kamionka i baśniowy klimat zachwycają, a smaku dodaje legendarna Muzyczna Owczarnia. Zobaczcie sami!

Jeśli kochacie góry, a nigdy nie byliście w Pieninach, polecam z całego serca. Poza najbardziej oczywistymi atrakcjami, które Wam zaprezentowałam, jest tu jeszcze wiele dróg do odkrycia. I kolejne marzenie do spełnienia: długa wycieczka rowerowa po słowackiej stronie, którą mam nadzieję opisać już niebawem. PS Nie zapomnijcie zjeść pizzy u Jacaków w Szczawnicy. Wspominam ją do dziś, choć minęło już 1,5 roku.