Góry Sowie: Kalenica o zachodzie słońca

Od kilku dni czułam ogromną potrzebę samotnego i spokojnego wyjazdu. W moim życiu szykują się ogromne zmiany i potrzebowałam sobie wszystko przemyśleć w spokoju i uważności na te myśli i emocje. Bez robienia spektakularnych tras – spokojnie i przyjemnie.

W sobotnie popołudnie dotarłam na parking przy Przełęczy Jugowskiej, skąd udałam się do mojej ukochanej Zygmuntówki. Nacieszyłam się tym, że jestem w górach i – nieco spóźniona – ruszyłam w kierunku Kalenicy.

Najlepszy sposób oglądania słońca 🙂

Co chwilę odwracałam się i cieszyłam oczy ciepłym światłem, które tańczyło między drzewami.

Czerwony szlak na Kalenicę

Zachód słońca na Kalenicy

Na szczyt dotarłam tuż przed rozpoczęciem się spektaklu. Leciałam na złamanie karku, bo zdecydowanie zbyt długo zabawiłam w schronisku. Na szczęście się udało i moim oczom ukazało się płonące niebo. Lepiej niż słowa opiszą to fotografie, które wykonałam z wieży widokowej.

Noc na Przełęczy Jugowskiej

Ponieważ szybko zaczęło się robić ciemno, schodziłam miksem szybkiego marszu i truchtu. Po drodze trzy razy spłoszyłam dziką zwierzynę – sarny i coś mniejszego – może szaraka. Wiele osób pyta mnie, czy nie boję się chodzić sama po zmroku. Czego się bać? Tych stworzeń, które w popłochu uciekają przed człowiekiem?

Podobnie jak w przypadku Sokolików, za hotel posłużył mi samochód. Noc upłynęła spokojnie, poza kilkoma minutami wycia połączonego ze szczekaniem. Był to odgłos, którego nie znam, więc trudno orzec co to było.

Poranna celebracja

Wstałam chwilę po 4:00 i uznałam, że zachmurzenie wyklucza spektakularny wschód słońca, więc mogę śmiało spać do oporu. Niespiesznie spakowałam plecak i ruszyłam w kierunku schroniska.

Wielka Sowa i okolice

Ponieważ chciałam wrócić do domu maksymalnie o 15:00, zaplanowałam krótką pętelkę przez punkt widokowy na żółtym szlaku, Schronisko Sowa i Wielką Sowę. Cieszyłam się każdym kilometrem, ciszą, myciem twarzy w strumieniu…

Flora i fauna na szlaku

Podczas wędrówki po raz pierwszy spotkałam żmiję zygzakowatą. By uniknąć jej zdenerwowania, zrobiłam szybkie zdjęcie i poszłam dalej.

Trasa:

Comments

    1. Post
      Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *